Spożyłam swój przydział. 2/3 butelki Antico Locorotondo z dwóch butelek na trzy osoby, czyli o jakieś dwa kieliszki za dużo. Mój bezpieczny standard to pół butelki, potem piję już tylko wodę, albo wodę z kroplami wina. Z kieliszka do wina, żeby nikt nie dolewał i nie komplikował mi życia. Cóż jednak z tego, skoro dziś …
Archiwum tagu:impresje
Koza z nosa, traktat o podróży zagrożonej estetycznie
Musiałam udać się po coś do Nowego Targu, pozałatwiać jakieś papierki. W do połowy pełnym (choć, żeby w tym przypadku zaprezentować myślenie pozytywne powinnam powiedzieć – w do połowy pustym) autobusie wybrałam siedzenie mniej więcej pośrodku. Liczyłam na najbardziej docieploną przestrzeń i zminimalizowaną strefę drgań. Według swojej znajomości autobusów powinnam siedzieć blisko dmuchawy, jednak nie …
Czytaj dalej „Koza z nosa, traktat o podróży zagrożonej estetycznie”
Dziś w Sanatorium pod Sąsiadem Trollem. O samotności
Chwila zatrzymania. W pojawiającym się niekiedy słońcu grzeszna drobnostka – biała kukiełka z Liszek z masłem i miodem na drewnianej desce, prosta obserwacja nieba, szybko zmieniających się chmur, Wydziedziczeni Le Guin. Sporo rozmyślań o samotności, głównie pod wpływem lektury. Niezwykle bliski mi w ostatnich latach przyjaciel wyjechał i tym sposobem zniknął z mojego życia, a …
Czytaj dalej „Dziś w Sanatorium pod Sąsiadem Trollem. O samotności”
Nieodwzajemniona miłość. In my secret life
Nie myślałam, że globalne ocieplenie kiedykolwiek będzie mnie tak cieszyć, jak w tych ostatnich dniach w samym środku stycznia. Tradycyjnie ten i kolejny miesiąc powinny być najzimniejsze, tymczasem przez okno wpada tak ciepłe słonko, że rozbieram się do krótkiego rękawa. Mam ostatnio proste potrzeby, więc gdzieś tam na poziomie molekularnym cieszę się, kiedy mogę wystawić …
Noc przed Wigilią
Siedzę w kuchni u mamy. Spokój, cisza i noc. Wszyscy śpią, jeszcze tylko piekarnia cicho stuka. Choinka – z polskimi bańkami. Już nie z lasu, a z legalnej uprawy u sąsiada. Pachnie tak, że najstarsze struny w sercu porusza. Takie, którym brakuje tylko zapachu drewnianego domu i świeżo wypastowanych podłóg. Objadłam się ciastem, a jutro …
Ulubiona pora dnia – ta najcichsza
Moją ulubioną porą dnia ze wszystkich na świecie od dziecka pozostaje ta, w której jest już (za) późno. Wszyscy śpią, zza okien nie słychać niemal nic, jestem zmęczona i chcę spać, a w kuchni na ścianie tyka zegar. Tylko o tej porze go słychać, kiedy nie słychać nic więcej. Zajmuje chwilkę, bym zrozumiała, co to …
Nowy Jork w słownych obrazkach
Ciemna strona księżyca, NY, 04.11.2002. Dziś Nowy Jork pokazał mi się z trochę innej strony. Dość późno wracałam do domu z odległej części miasta. Nie wiem dlaczego, ale pogubiłam się w metrze i przez chwile jeździłam tam i z powrotem bez najmniejszego pojęcia gdzie jestem. Pomyślało mi się, że można całe życie spędzić w nowojorskim …
Pociąg, Poznań i szósta rano
Po raz kolejny w trzy minuty podjęłam decyzję, że jadę gdzieś kawał drogi, zanim się zastanowiłam po co i czy warto. To pytanie postawiłam sobie dopiero w pociągu, uprzytamniając sobie, że na serio spędzam w nim noc, na serio ląduję w innym mieście o 6 rano, na serio jestem cały dzień na konferencji i znowu …
Nocny wpis o zburzonej czułości i hummus z obciętych skrzydeł
Jest taki wieczór, kiedy z pozoru nie dzieje się nic. Zbliża się cisza – nadal nie stanie się nic. Spokojnie sączę wino, którego między nami prawie nie było. Nie mam o nim złych wspomnień, ani dobrych, ani bliskich ani dalekich. Po prostu piję przyzwoite wino. Zagryzam razowym żytem z powidłem i oscypkiem. Powoli, metodycznie, gotowa …
Czytaj dalej „Nocny wpis o zburzonej czułości i hummus z obciętych skrzydeł”