Mój sąsiad od północy z Sanatorium pod Sąsiadem Trollem, nie wierzy, że pracuję. Ilekroć wyjdę na taras się poprzeciągać czy poczytać, mówi: „E, mnie się wydaje, że pani to nic nie robi”.

Wczoraj np. czyścił wielką plastikową beczkę. Powiedziałam mu dzień dobry. Spytał, co u mnie. Powiedziałam, że wyszłam odpocząć na słonko. Parsknął: „Od czego?!”. Ja: „Od roboty, kiedyś muszę”. On: „Ja to mam taką robotę, że przy niej odpoczywam”.

Ale uwierzcie mi, on nie ma nic złego na myśli. Po prostu jest szczery i nie wierzy, jak mu mówię, że niekiedy pracuję po 16 godzin na dzień.

Więc dziś – na dzień przed drugą edycją Kina w Kuchni – nie dość że od samego rana „nic nie robię”, to jeszcze sobie muzyczkę puszczam. Co za życie, no.

Z pozdrowieniami dla braci przyrośniętej do komputerów, miłego dnia i niedużo „nic nie robienia”!