Kupiłam na Targu Pietruszkowym ogromną wiecheć bazylii. Była bardzo świeża i „mocna”, lekko kwitnąca, z daleka się ją czuło. Połowę pęczka wsadziłam w szklance z wodą do lodówki, połowę zawiesiłam do góry nogami, żeby wysuszyć. Ale tak mnie jakoś do niej namiętnie ciągnęło, tak mi się chciało coś z tymi kwiatostanami na czubkach zrobić… I …
Czytaj dalej „Bazylia w oleju i przepis na omlet z amarantusa”