Jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o globalne ocieplenie. Po prostu zrobiło się za gorąco. Przewlekle upalne lato rozleniwiło mnie do tego stopnia, że przez miesiąc nie napisałam tu prawie nic. Piszę oczywiście coś poza blogiem dla własnej przyjemności, czego w obowiązki poniekąd nie wliczam.

Obowiązki rozpuściły się w temperaturach powyżej 36 C. Człowiek leży na tarasie, topi się, skwierczy, nabiera coraz seksowniejszego koloru skóry, po której pot spływa jak w najlepszych Hollywoodzkich produkcjach erotycznych. I choć koleżanka Maria na swym blogu o seksie pisze, że pary nie lubią się do siebie w gorąc kleić, u singli budzi się wyobraźnia. Coś by zrobił z tą spoconą skórą…

Siedzieliśmy pewnego dnia z kolegą G. jako dwa niespasowane, choć lubiące się single na chacie w górach u przyjaciół i roztrząsali sprawy relacji międzyludzkich. Że „w pewnym wieku” to już się właściwie nie chce wchodzić w związki. Że wygodnie żyje się we własnym, ustalonym rytmie. Że coraz większe ma człowiek wymagania i na mniej kompromisów się godzi. I o tym, że trudno jest spotkać kogoś zarówno atrakcyjnego, jak i dopasowanego do ciebie w kwestiach życiowych, z kim można by pod jednym dachem zamieszkać. Ale że w gruncie rzeczy to fajnie by było.

– Tylko jak? – spytałam, a G. wyciągnął swój telefon i zapoznał mnie z aplikacjami randkowymi, przekonując że łatwo działają.

– Patrz – powiedział G. – Tylko palcem przesuwasz w prawo albo w lewo, podoba ci się, albo nie podoba. Jak się nie podoba, to już nigdy tej osoby nie zobaczysz.

G. dodał jeszcze, że choć na randkowych portalach trudno ustrzelić faktyczną parę, to stosunkowo łatwo znajduje się fajnych ludzi do pogadania. Jego dwie obecnie najlepsze przyjaciółki pochodzą właśnie z Sympatii. M., który na Sympatii zalogowany jest od wielu lat mówi to samo. A. też przyznała, że na Sympatii poznała kilka bardzo interesujących osób, z którymi utrzymuje bliskie relacje nieintymne.

Portale randkowe i ich testy dopasowujące

Mnie osobiście portale randkowe od zawsze doprowadzały do szału. Mało mam do nich nerwów. Odkąd wymyślili internety raz na dwa, trzy lata rejestruję się na takich czy innych Sympatiach, skąd niemal natychmiast uciekam.

Najbardziej wnerwia mnie to, że jeszcze dobrze nie skończę rejestracji, jak już zostaję zalana zdjęciami jakichś ludzi, na których wcale nie mam ochoty patrzeć. Wielu z nich jest albo brzydkich, albo nieseksownych, albo super pozbawionych gustu, klasy czy wręcz rozumu. Nie wspominając o wszelkich odmianach obleśnych erotomanów. W dodatku polskie portale randkowe mają to do siebie, że same są nieestetyczne, mało wygodne i słabo funkcjonalne. Gubię się w tym, co tam trzeba i w którym momencie klikać.

Dopasowywanie ofert polega chyba na tym, że jakaś maszyna licząca przelicza punkty z testów, które na wstępie wypełniasz, a potem łączy cię z kimś w parę z pominięciem czynnika ludzkiego. Czyli chemii. Nie tylko tej fizycznej, ale i psychicznej.

Większość testów układali chyba ci sami specjaliści, co na co dzień pisują horoskopy do gazet, albo prowadzą rubrykę „Wróżka-cycuszka”. I pewnie tak by je należało traktować, gdyby nie chciały cię z kimś łączyć do łóżka, albo i na całe życie.

Powszechnym zjawiskiem są też pytania, oferujące tylko dwie odpowiedzi o odmiennych parametrach, na które w obu przypadkach chce się odpowiedzieć jednakowo. Na przykład Be2 jako pierwsze stawia takie pytanie: Kogo byś wybrała? a) Kogoś atrakcyjnego, ekscytującego i pełnego niespodzianek, b) kogoś pewnego siebie, beztroskiego i zrównoważonego. No żesz…

Chyba tylko na eDarlingu trafiłam na interesujący psychotest, który mógł mieć jakieś znaczenie. Okazało się za to, że po udzieleniu odpowiedzi na milion szczegółowych i tyleż podchwytliwych pytań, na które trzeba poświęcić sporo czasu czeka cię niespodzianka – albo zapłacisz 129 zł za miesiąc, albo spadaj. Żadnej możliwości sprawdzenia, czy test działa.

Po dotarciu do tego miejsca zapłaciłam, inaczej pękłaby mi wątroba ze złości nad zmarnowanym czasem. No i chciałam te dopasowania z testu zobaczyć na własne oczy. Musiałam go jednak wypełnić zbyt sumiennie, bo dopasowań eDarling wysłał mi od tamtej pory 4 (cztery), z czego żadne nie zainteresowało mnie w bodaj najmniejszym stopniu. Nawet po zrobieniu wielu kompromistów. Ani erotycznie, ani osobowościowo. Ot, szczęście singielki nie mieszczącej się w przeciętnych normach.

Nie lubię więc portali, a już zwłaszcza płatnych drogo. Większość z nich daje możliwość darmowej rejestracji, ale w ramach darmowego abonamentu możesz sobie co najwyżej wstawić własne zdjęcie. Suma więc summarum, darmowość jest tu fikcyjna. Wcale się zresztą nie dziwię, seks i uczucia to przecież towar bez którego żyć nie możemy.

W pierwszym „randkowym” kontakcie nie ma innych kryteriów poza zdjęciem. Zdjęcia można nie wstawiać, ale umówmy się, kto wchodzi na profile bez zdjęć? Można nie wiadomo ile kłamać, że wygląd nie ma znaczenia, jednakże dla atrakcyjności ma diametralne. Dużo chodzę ulicami, często w tłumie i to jest tak, że może mnie minąć tysiąc osób, których w ogóle nie zauważę, ale nawet z największego ścisku wyłowię kogoś dla siebie atrakcyjnego, z kim od razu mam ochotę się zapoznać.

Tutaj jest podobnie, tylko w pewnym sensie ten tłum zaczyna cię coraz ciaśniej otaczać i przyduszać. Nawet jeśli już pojawi się w przybliżeniu interesujące zdjęcie, kolejne to już tylko wolne żarty. Zostaje czym prędzej uciec z profilu. Tyle że ślad po tobie został, więc osoba, którą odwiedziłeś też cię odwiedza i po niej też zostaje ślad. Za cholerę nie pamiętasz wszystkich zdjęć, więc znowu wchodzisz na ten sam profil, i tak się to kręci w paradoksie oswajania się z niechcianymi nieznajomymi ze zdjęć…

Aplikacje randkowe

Trochę inaczej jest z apkami. Nie, żeby były skuteczniejsze, nieodpłatne, albo warte swojej ceny, ale przynajmniej nie wpędzają cię w frustrację. Łatwiej się po nich poruszać i o wiele bardziej przypominają zwykłe media społecznościowe. Raz kogoś skasujesz i w sumie z głowy, ale nie wszystkie portale mają aplikacje. Spora część wciąż posiada jedynie mobilne opcje internetowe. G. polecił mi Tindera i Badoo, od tych więc zaczęłam, a potem pogrzebałam trochę po sieci i przetestowałam kilka innych. Nie ma to zbyt dużego sensu, o ile nie szukasz kogoś w Istambule.

Tinder spodobał mi się z powodu prostoty obsługi, i przyjemnego wyglądu, choć do moich kryteriów dopasował jedną i pół osoby. Te pół to po prostu ktoś znajomy, komu kliknęłam lajka, bo faktycznie lubię i oczywiście też zostałam odkliknięta w zamian.

Badoo zainstalowałam i początkowo zginęłam pod chaosem reklam, nakierowań oraz wymuszeń personalizacyjnych oraz natłoku ofert maści wszelkiej. Usunęłam, jednakże wciąż przychodziły mi jakieś powiadomienia na maila. Weszłam przez stronę i stamtąd udało mi się opanować chaos. Po pierwsze trzeba było ustawić parametry wyszukiwania, a po drugie powypełniać stosunkowo niewiele, ogólnych, ale nie tak głupich rubryk. Zainstalowałam Badoo ponownie na telefon no i zaraz stał się jedną z moich głównych rozrywek, zaraz obok Instagrama i Facebooka. Kto jednak sądzi, że z powodu bujnego życia towarzysko-erotycznego, ten się myli.

Badoo stało się moją ulubioną grą w strzelanie do nieatrakcyjnych ludzi. Jest ich tam jakiś milion, i tylko co pięćsetne konto nadaje się do bliższego zerknięcia. Jak już zerkam to stawiam serduszko, i profil ten znika mniej więcej równie skutecznie, co ten, który znielubiłam. A to dlatego, że Badoo nie wyświetla tych, których nie lubisz, ale żeby wyświetlał tych, co ich lubisz, to jeszcze oni muszą polubić ciebie. Transakcja wiązana.

Zdecydowana większość świata jest dla mnie nieatrakcyjna, ale też ja pozostaję nieatrakcyjna dla tych, którymi sama mogłabym się zainteresować. Ha. A to tylko pierwszy krok, bo w sumie jak już zaczniesz gadać, to i tak okaże się, że chemia słaba i klej nie działa.

Za dużo znajomych

Każdy z randkowych portali reklamuje się z ofertą nieskończonych możliwości poznawania interesujących ludzi w sieci. Ale co, kiedy ja znam za dużo wyłącznie interesujących ludzi z sieci? Wcale nie chcę znać więcej ludzi z sieci. Ustawiłam sobie nawet limit 600 osób na prywatnym Facebooku. Nie przyjmuję nikogo nie poznanego na żywo, a jeśli poznaję, to w zamian usuwam kogoś, z kim ani na fejsie, ani w życiu nie jestem w żywym kontakcie. Więcej „znajomych” kasuję niż przyjmuję. Inaczej jest to zupełnie nie do opanowania.

Podsumowując – aplikacje czy profile randkowe w moim przypadku powinny doprowadzić do spotkania rzeczywistego, najlepiej tej jednej jedynej osoby.

Ale jak to osiągnąć? Na razie wypełniam owe nieszczęsne testy i formularze. Robię to zazwyczaj bardzo starannie, bo zależy mi na uniknięciu problemów w przyszłości.

Lepiej nie pasować wcale, niż pasować krzywo.

To takie motto prawdziwego singla. Tylko że wypełniam i wypełniam i wypełniam, bo niektóre aplikacje mają po milion osiemset pytań, i co? Na przykład OkCupid ma tak drobiazgowe pytania, że nie byłam w stanie dotrzeć do ich końca. Kiedy po 40 minutach natrafiłam na prośbę o zdefiniowanie poziomu wnerwienia literówkami, gdzie trzeba było określić czy 36785 to 36758, 37568 lub 37658, dostałam migreny jak przed niechcianym seksem i słusznie pomyślałam, że niczego dobrego to nie wróży na przyszłość. Ktoś, kto udziela odpowiedzi na takie pytania, cierpi na nerwicę natręctw albo inną psychozę i raczej słabo do mnie pasuje… A w nagrodę OkCupid i tak dał mi ZERO dopasowań.

Jak więc znaleźć kogoś, kto byłby dla mnie fizycznie atrakcyjny, lubił seks, ale miał zdrowo w głowie, a w dodatku w kwestiach życiowych i lifestylowych pasował do mnie?  Oczywiście poza ćwiczeniem siły umysłu i czyszczeniem swego lustra zawirowań emocjonalnych. Czysta matematyka wskazuje, że skoro jestem ja, to musi być ktoś drugi, podobny do mnie. Tylko gdzie i jak tego kogoś znaleźć?

Portal randkowy dla niedopasowanych

Przydatne byłby aplikacje randkowe dla ludzi takich jak ja. W których np. oznaczałoby się ulubiony sposób parzenia kawy, styl jedzenia na stojąco, stopień obsesyjnego przywiązania do diety, którą się notorycznie łamie, wstawania w środku dnia i życia w nocy, czy martwienia się wojną w Syrii.

Paradoksalnie o wiele łatwiej jest znaleźć dopasowania do perwersyjnych potrzeb seksualnych, niż do lekko odstających od tradycyjnej „normy” potrzeb codzienności.

Przydałaby się choć jedna aplikacja dla kogoś, kto z tradycyjnymi rolami w związkach nie ma nic wspólnego i szuka równego sobie partnera. Kto potrafi zostawiać tyle samo przestrzeni, ile jej sam potrzebuje i szuka osoby, żyjącej w podobny, lub możliwy do zaakceptowania sposób. W takich testach nie byłoby pytań o wyznanie czy religię, lecz o poziom tolerancji religijnej. Nie o prawe czy lewe skrzydło polityczne, lecz własną odpowiedzialność i zaangażowanie w szersze dobro. I nie o aborcję, a o zdolność do życia według własnych pasji i potrzeb.

A pytania w teście mogłyby się zaczynać na przykład od:

  1. Jak bardzo czujesz się przybyszem z innej planety?
  2. Na ile jesteś odmienny/niedopasowany/niezwykły społecznie?
  3. Czy potrafisz głodować, żeby zrobić coś, na czym ci zależy?
  4. W jakim stopniu jesteś emocjonalnie i intelektualnie dojrzały?
  5. Ile swoich emocjonalnych problemów już przepracowałeś?
  6. Na ile jesteś w stanie uszanować granice swojej drugiej połówki?
  7. Jakie wartości uniwersalne są dla ciebie najważniejsze?
  8. W jakim stopniu jesteś skłonny rzucić wszystko, by z dnia na dzień całkowicie zmienić swoje życie?
  9. Czy jesteś osobą nowoczesną, czy pochodzisz z doby przedinterentowej?
  10. Jak głęboko rozumiesz idee wspólnotowe, globalne, współodpowiedzialne?

I podobne.

Ktoś, kto z rozumem sprofiluje portal dla osób o szerszych niż seksualne, materialne lub emocjonalne zapotrzebowaniach, zarobi kupę kasy, a z powierzchni ziemi zniknie termin „singiel”. Singiel to przecież ktoś, kto chciałby żyć w parze, w której panuje równość i jest przestrzeń do działania i samorealizacji. Priorytetem dla singla jest możliwość obdarzenia się wzajemnym szacunkiem i miłością bez manipulacji i psucia sobie krwi z powodu niedopasowania. Singiel więc to ktoś, kto jeszcze nie odnalazł swojej drugiej połówki.

Proszę o lajki. Skoro już ociekłam potem, może warto się podzielić?

Popularne aplikacje i portale randkowe

Popularne aplikacje i portale randkowe