Napisał mój przyjaciel z Charkowa, Zaven, że nienawidzi. Nienawidzi tych wszystkich podżegaczy wojny, którzy jego niewidomą matkę doprowadzili do tego, że codziennie płacze.

Bo tam u nich naprawdę wojna. Dzień w dzień pozbawiona sensu i prawa wojna. Krew, zabici, kobiety, dzieci…

Znowu czuję się tak bardzo bezsilna, bo Zaven jest jednym z najłagodniejszych, najmilszych i najwrażliwszych facetów, jacy chodzą po Ziemi. Jak to bardzo, bardzo nieszczęśliwie, że takie serca jak jego dotyka ta najgorsza strona wojny – nienawiść. Tyle zła, bólu, strachu i złości, że w końcu zaczyna się nienawidzić. Sprawców i wrogów, ale przecież nie oni odczują to, co wypala serca dobrych ludzi; to dobrzy ludzie ucierpią i na tym najbardziej, bo przecież nigdy już nie będą tacy jak kiedyś.

Mama też czasem po cichu śpiewa nasz hymn („zginą nasi wrogowie”), napisał w komentarzu. Nie mogę tego słuchać. Jak dobrze, że nie widzi wtedy mojej twarzy.

Trzymajcie się. Trzymajcie się wszyscy przyjaciele na Wschodzie!