Niedziela. Popołudnie. Zamiast iść dokądkolwiek, siedzę w domu i odpoczywam od towarzysko-blogowych powinności, zbierając siły na nadchodzący tydzień. Przede mną lista najlepszych seriali. Pasywny odpoczynek dla mojej głowy i tak musi być aktywny, czyli jeśli chcę przestać rozmyślać, to albo czytam, albo oglądam. Lepiej resetuję się przy oglądaniu, czytanie mocniej mnie absorbuje – najpewniej z powodu tego, co wybieram do czytania.

Bardzo lubię seriale i to z wielu powodów, a najbardziej z powodu ewolucji bohaterów (jeśli serial jest dobry oczywiście). Cały swój wolny czas poświęcam na oglądanie; na przestrzeni lat obejrzałam już tyle odcinków, że gdyby przeliczyć je na kilowatogodziny, oświetliłby pewnie z pół Polski. I tak, jako prawdziwy maniak oglądam nie po odcinku, a całymi sezonami pod rząd.

To zabawne, ale po takim wielogodzinnym siedzeniu w obcym, alternatywnym świecie, mam o wiele więcej siły do działania, w pracy, mam świeższą głowę, sprawniej i szybciej funkcjonuję. Ilekroć czuję się przemęczona obowiązkami, cała zarwana noc daje mi więcej relaksu i resetu, niż bite 12 godzin snu. Coś w tym naprawdę jest, więc będę kontynuować.

Ogromnie lubię dobre produkcje, o skomplikowanej fabule i rozbudowanych psychologicznie postaciach. Może to dziwnie zabrzmieć, ale wiele się uczę o świecie podczas takiego oglądania. Zdarza się też niekiedy, że całkiem sporo przerabiam własnych konfliktów, zależy oczywiście jaka jest tematyka serii. Wystarczy, że się zaangażuję i oglądam z uwagą i otwartością.

Bardzo lubię też serie polityczne i o władzy, bo ciekawią mnie one psychologicznie. Całkiem w moim guście są serie o różnych odmianach zbrodni i psychice psychopatycznej, ale równie dobrze ogląda mi się seriale familijne. Jeśli są mądre, z przekazem i uczą prawidłowych wzorców funkcjonowania rodziny, są cenne. Uwielbiam serie anime, choć o anime pewnie napiszę kiedyś osobno. Najbardziej jednak na świecie wkręcam się we wszelkie odmiany kosmicznego Science Fiction.

A teraz do rzeczy.

Lista najlepszych seriali, które wiele wniosły do mojego pojmowania świata.

Fantastyczne:

1. Battlestar Galactica. Niezwykle intensywny obraz przekroju społecznego i politycznego ludzkości w obliczu katastrofy, poszukiwania odpowiedzi na pytania o sedno człowieczeństwa, co czyni nas ludźmi, czy i czym różnimy się od maszyn? Nawiasem, bardzo niefajnie, że zaprzestano produkcji Caprici – zupełnie inne problemy, ale zapowiadały się niezwykle dobrze.
2. Farscape. Wciągające wędrówki po światach i walka z tymi złymi. Dużo przygód i jest kolorowo i różnorodnie, nudy nie ma.
3. Babilon 5. Klasyka. Wiele tematów mniej i bardziej złożonych, poszukiwania odpowiedzi o dobru i złu, wybory. Mimo lat wciąż daje się oglądać.
4. Stargate. Uwierzcie, ale widziałam wszystkie 10 sezonów SG-1, pięć Atlantis i oba Universe. Te ostatnie cenię najbardziej i ubolewam, że obcięli produkcję. Za co lubię? Kurka, za wszystko! A jak.
5. Firefly i przynależny mu pełny metraż Serenite. Uwielbiam ten kowbojski, łobuzerski, żartobliwy klimat. Nie mam zgody na to, że seria została porzucona.
6. Defiance. Dopiero zaczął się trzeci sezon, ale lubię i cenię za demokratyczne ujęcie różnorodności rasowej. No i za superowski dyzajn kosmitów! Czytaj tu.

Niewiarygodne, ale nigdy nie obejrzałam żadnej serii Star Treka! Nie mam pojęcia dlaczego – od wielu już lat na półce leżą płyty i się kurzą. Nawet mój syn widziała, a ja nie. But one day…

Fantasy, magiczne oraz spiskowe:

1. Game of Thrones – wiadomo. Klasyka intryg politycznych, dworskich i o władzę. Plus niezwykła królowa smoków, wyzwolicielka niewolnych, idealistka i pogromczyni możnych, Daenerys Targaryen. Nowoczesny serial, w którym istnienie wielu światów, wielu standardów, wielu tradycji jest normalne jak dzień i noc.
2. Carnivale. Dużo religijnego mroku i magii, wiele pytań o fanatyzm i naturę zła. Seria, której produkcję wstrzymali amerykańscy chrześcijanie.
3. Utopia. Brytyjska nówka, ledwie dwa sezony, ale paznokcie trzeba oklejać plastrem, żeby nie ogryźć do krwi. Spiskowa teoria dziejów w czystej postaci.
4. Orphan Black. Klony, a kto by pomyślał, że tak różne? Jedna aktorka, z dziesięć postaci. Genialna. Akcja raz pod górkę raz z górki, ale generalnie duże spoko. Też spisek.

Historyczne:

1. Rome. Bo to był mój pierwszy nowoczesny serial ever. Od niego zaczęła się moja serialowa epoka. No i poza tym jest doskonały. Z tego co pamiętam…
2. Vikings. Wymiata klimatem, mrokiem, religią, magią i siłą obrazu. Oraz złożonymi osobowościami bohaterów. Oraz tym, że kiedyś istniały kultury, które mimo barbarzyństwa wobec obcych miały wysoko rozwinięte społeczności.
3. The Kennedys. Rzetelny, wiarygodny. Nie goni za tajemnicami i sensacją, naświetla za to rodzinę.
4. The Borgias. Bardzo dobre kreacje, świetna scenografia i to co lubię śledzić – zawiłość intryg politycznych. Niestety wstrzymany.
5. The Tudors. Podobnie – świetne wykonanie i kreacja, interesujące tło epoki.

Kryminały, detektywy, prawnicze, psychopatyczne i szpiegowskie:

1. True Detective, pierwszy sezon. Mój typ w 100%. Sporo egzystencji i pytań o istotę człowieczeństwa, pisałam. Czekam na drugi sezon z dużym zaciekawieniem.
2. Top of the Lake. Pisałam, seria dla kobiet stawiających sobie pytania o kobiecość. W tle trudna do rozgryzienia zagadka kryminalna.
3. Damages. Dla mnie magnet. Świetny od początku do końca. Nie tyle dramat i kryminał, ile bezwzględna psychologiczna rozgrywka między dwoma ścieżkami działania.
4. The Wire. Coś jak alternatywny świat, który istnieje naprawdę. Matrix i gra o ściśle określonych zasadach, jak na szachownicy. Tyle pionków, tyle figur, jeden król, jedna królowa. Między szach a mat długa droga.
5. Luther, osobowość psychopatyczna rozłożona na czynniki pierwsze, świetna, krótka, mocna produkcja BBC, pisałam.
6. Hannibal (dwa pierwsze sezony). No cóż. Psychopata doskonale inteligentny i artystyczny oraz oponent, który go ściga. Niezwykła relacja ofiary i kata.
7. Sherlock. Puzzle, zagadki, ironia, inteligencja i logika. Oraz zaburzenia osobowości w stylu Aspargera. W sumie to wystarczy, żeby było bardzo ciekawie. Pisałam.
8. The Good Wife. Bardziej prawniczy i obyczajowy niż kryminalny, tym niemniej ciekawy. Sporo zagadek kryminalnych, ale i tak najlepsza jest metamorfoza głównej bohaterki z kury domowej do prawniczej żylety.
9. The Americans. Szpiegowski, doskonały, na faktach. Powolny, więcej się dzieje w sferze emocjonalno-psychologicznej niż w akcji, która dopiero z czasem przyspiesza, jednak pasjonująca jest obserwacja jak główni bohaterowie żyją podwójnym, całkowicie sprzecznym ze sobą życiem.
10. Broadchurch. Zimnokrwisty, krótki i powolny brytyjczyk, od którego ciarki łażą po grzbiecie.
11. Fargo. Jak zmienić słabego dobrego człowieka w człowieka zdolnego do zbrodni? Prosto.
12. Saving Grace. Z tym serialem sporo ludzi może mieć kłopot, bo jest dziwaczna. Grace jest ekscentrycznym detektywem z wydziału zabójstw i rozwiązuje skomplikowane zagadki, ale… odwiedza ją anioł. Znakomita kreacja Holly Hunter, której jestem wielką fanką.

Gangsterskie (na faktach):

1. Peaky Blinders, BBC, doskonała produkcja, pisałam.
2. Deadwood. Niebywale świetna seria, w całości oparta na faktach. Zalążki demokracji na Dzikim Zachodzie, pisałam.

Polityczne:

1. House of Cards, pisałam aż trzy razy: raz, dwa, trzy. Nie dlatego, że to najlepszy serial jaki w życiu widziałam, a dlatego, że tyle razy mnie sprowokował do pisania.
2. The Honourable Woman. Ciekawe i nietypowe tło konfliktu palestyńsko-izraelskiego, międzynarodowa polityka, trochę ideałów, więcej wpływów i korzyści. Świat, którego nie widzi się na co dzień, fantastyczna gra aktorska.
3. Homeland (skończyłam na trzecim sezonie). Terroryści i antyterroryści oraz wywiad i mezalians. Transowy miejscami, często zaskakujący. Ogląda się szybko, niekiedy w nerwach, niekiedy w złości.

Obyczajowe i z epoki:

1. Mad Men, pisałam. Uwielbiam w sposób absolutny.
2. Masters of Sex. Każda kobieta zobaczyć powinna. Mężczyznom też nie zaszkodzi. Historia emancypacji, w tym seksualnej.
3. Downton Abbey. Dobrotliwy obraz arystokracji angielskiej i jej służby, bardzo ładnie zrealizowany.
4. Six Feet Under, prawdopodobnie wszyscy wiedzą o co chodzi. Klasyk.

Familijne:

1. The Fosters. Klasyczna – nieklasyczna familijna seria. Rodzina zastępcza złożona z dwóch mam, jednego dziecka rodzonego, zaadoptowanych meksykańskich bliźniaków i kłopotliwego rodzeństwa o różnych ojcach w warunkach wzajemnej akceptacji, wsparcia i miłości. Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak powinna wyglądać miłość w rodzinie, to chyba właśnie tak. Perypetie chyba wszystkie możliwe, ale całość bardzo logicznie trzyma się kupy i jest dobrze zrobiona.
2. Brothers and Sisters. Masakryczny wyciskacz łez, szablonowy wzruszacz i ogółem wszystko o relacjach w rodzinie. Sześciosezonowe Bollywood w stylu amerykańskim. Koniecznie, jeśli się ma zawiłe relacje z rodzeństwem.

Komediowe:

1. Weeds. Jak przykładna mama z przedmieść zaczyna handlować trawką to mogą być z tego tylko kłopoty. Ogromnie dużo humoru.
2. Desperate Houswives, proste, do bólu stereotypowe postaci z bogatych przedmieść i ich przygody. Inteligenty i zawoalowany dowcip, gagi sytuacyjne i przygody, w które pakujemy się chcąc nie chcąc, grając swoje życiowe role.
3. Orange is the New Black, dwa pierwsze sezony. Nie wiem co będzie z czwartym, trzeci jest sztuczny, aspirujący dość nieudolnie do obyczajowego, choć ma fajne momenty. Więzienie dla kobiet i przedziwaczne perypetie lesbijek (i nie tylko), świetny humor, ogromnie dużo cennego dystansu do życia.

O wszystkim i o niczym:

House MD. Majstersztyk złośliwego humoru, ironii i wszelkich odruchów egoistycznych. Osiem serii lepszych i gorszych, w połowie jednak genialnych.

Miniserie:

1. Olive Kitteridge, Frances McDormand w pełnej krasie. O trudnej dziwaczce, nieprzystającej do rzeczywistości, jednak niezłomnie podążającej swoją ścieżką.
2. Mildred Pierce. Zawiłości macierzyństwa i kariery przed emancypacją. Doskonała Kate Winslet, złożony dramat obyczajowy.
3. Zen, włoski o ile pamiętam, trzyczęściowy bardzo intrygujący detektyw w ładnych krajobrazach europejskich.

Lista najlepszych seriali "Olive Kitteridge"

Moja lista najlepszych seriali – Frances McDormand z „Olive Kitteridge”, New York Premiere – Arrivals.

Jak z tego wynika, oglądam seriale amerykańskie i brytyjskie, prawie wcale nie znam seriali europejskich, jeśli w ogóle takie są, ale pewnie tak? Próbowałam kilka skandynawskich (Broen świetny), ale nie mogę w zbyt dużych ilościach. Są za bardzo nie w moim trybie, mroczne, ściągają w dół. Aczkolwiek przyznaję, że niektóre produkcje filmowe z tamtej części świata uznaję za doskonałe.

Przypuszczalnie zapomniałam jeszcze o czymś fajnym, ulubionym, no i stale pojawiają się nowe. Seriale, które nie wzbudziły we mnie ognia, zupełnie pomijam. Proszę piszcie, co jeszcze warto zobaczyć, żeby lista najlepszych seriali ostatnich lat ładnie się domknęła?

Jak zawsze z wdzięcznością przyjmę lajki i udostępnienia, które pomagają w rozwoju bloga.