Przeglądam stare wpisy z Nowego Jorku szykując ich publikację na blogu i tak natknęłam się na definicję swojego pisania, a dziś powiedziałabym – blogowania.

W 2004 r. byłam na dwumiesięcznym stypendium na Harvardzie, gdzie zaprzyjaźniłam się ze swoim profesorem politologii, Alexem Motylem, którego do dziś mam za jednego z dwóch swoich najdroższych przyjaciół. Oto, co mu wtedy napisałam:

Ostatni papieros z ostatniej paczki. Wypaliłam do samego końca. Ostatni sztach opiekł mi usta. Mam zamiar więcej nie palić, choć sobie w tym temacie nie dowierzam.
Piszę Panu to wszystko, bo nie piszę pamiętników. Bardziej lubię pisać listy. W pamiętnikach najczęściej następuje zbyt silna koncentracja na niepotrzebnych rzeczach; pisze się zbędnie. Jeśli jest odbiorca, trzeba pisać tak, żeby mu się ciekawie czytało. Ja i tak piszę za dużo. To pewnie przez to, że za dużo myślę, w dodatku nie potrafię przestać. Albo inna przyczyna – piszę to wszystko, bo czuję, że mnie Pan rozumie. Rozumienie, jak się zdaje dopełnia sens naszego istnienia. Bez zrozumienia cierpię. Pośrednia przyczyna pisania – nie chcę cierpieć z powodu niezrozumienia.
Ale na co to wszystko piszę?

15.08.2004.

To prawda. Zawsze czułam się przez niego rozumiana i wspierana, nawet kiedy wściekle się wykłócaliśmy o jakieś swoje teorie i opinie. Oczywiście listownie! Moja skrzynka pocztowa z lat 2004-2010 zawierała ponad 6000 emaili od Alexa, i drugie tyle do niego. W ostatnich latach te dyskusje zwolniły, głównie z powodu mojego przejścia w dziedzinę żywności, ale nie ma ani jednego istotnego zdarzenia w moim życiu, którym bym się z nim nie podzieliła. Wtedy dyskutowaliśmy dosłownie o wszystkim, i jeśli miałabym mówić o tym, kto wpłynął na moje życie i kto ukształtował mnie najbardziej, bez wahania wskazałabym jego. Choć oczywiście jest upartą Capią Bródką i nieznośnym Garlic Manem.

Jak mnie wkurzał, to mu wysyłałam takie pocztówki. Pocztą!

Alex, the Garlic Man

Absolutely Serious Professor!

A tutaj w dzisiejszej Wyborczej wywiad dotyczący sytuacji na Ukrainie. Jak zawsze kontrowersyjny i jednocześnie logiczny do bólu. Ja pisałam tutaj.