Psychologowie mówią, że robienie zbyt wielu zdjęć podświadomie przenosi naszą pamięć na aparat. Coś w tym jest. Robię masę zdjęć tylko po to, żeby coś dla mnie zapamiętały. Wtedy mam więcej luzu w głowie.

Nie traktuję tego jednak jako usterki, bo choć może mogłabym ćwiczyć pamięć i zapisywać wszystko nie na twardym dysku a w szarych komórkach, to wydaje mi się, że jak zapisze informacje gdzie indziej, to zostanie mi więcej „pamięci ram” do obróbki własnych myśli.Wtedy zostaje mi tyko pamiętanie, w którym katalogu co się znajduje i łatwy dostęp do materiałów. Podobnie jest z wizytówkami i danymi, które zbieram.

Kwestią na pewno nie bez znaczenia jest to, że jednak obecnie posiadamy za dużo wiedzy w stosunku do wieków przeszłych i ewolucji własnych mózgów. O ile w dzieciństwie udawało mi się pamiętać każą przeczytaną książkę co do kropki i przecinka, tak teraz nie pamiętam nic poza ogólnymi wrażeniami i wnioskami wyciągniętymi z. Bo zwyczajnie nie mam miejsca w głowie na aż tyle informacji. Zresztą to właśnie myśli, wnioski i wrażenia są mi bardziej potrzebne, niż dane. Dostęp do danych mam w każdej chwili po otwarciu komputera szerszy niż z własnej głowy, myśli zaś i analizy są w nim jednak ograniczone – przynajmniej te, do których sama dochodzę.